Dla młodzieży z krakowskiego Ruchu Sercańskiej Młodzieży dom rekolekcyjny w Węglówce staje się powoli „kultowym” miejscem. Nocowaliśmy tam podczas naszej jesiennej wędrówki po Beskidzie Wyspowym, a tym razem spędziliśmy tam o wiele więcej czasu na odnowie duchowej i biologicznej ;)

Poniżej można przeczytać kilka świadectw oraz kronikę wydarzeń węglowskich…

 W moim życiu Bóg zawsze gościł, od małego rodzice zabierali mnie do kościoła co niedziele, w szkole uczęszczałam na lekcje religii, modliłam się . Ale to było takie sztywne, taka "podręcznikowa" wiara . W pewnym momencie mojego życia potrzebowałam Boga jeszcze bardziej, gdy dał mi to o co prosiłam, zaniedbałam go, no bo po co się dalej modlić gdy się ma juz to coś czego się chciało, dalej był tylko jak był schowany. Po dłuższym czasie zabrał mi to o co się tak bardzo modliłam, potem było coraz gorzej, wielu z moich bliskich zginęło, umarło, przez co posypały się moje oceny, bo nie mogłam sie skupić na nauce, zauważyli to moi rodzice, tak pogorszyła się relacja między nami,  osoba która przez długi czas była dla mnie wszystkim okazała się innym człowiekiem...Wszystko się waliło...Wtedy pomyślałam, staram się być dobra, czemu to wszystko?

To tak bardzo boli...ale za co? Zaczęłam się bardziej modlić, bardziej skupiać na mszy, słuchać tego co chce przekazać Pan Bóg. Myślałam że to koniec tych niepowodzeń i że teraz będzie lepiej ale nie było tak, mojemu przyjacielowi zginął w wypadku samochodowym tata...Wtedy "obraziłam" się na Pana Boga.

Jakimś dziwnym trafem nadarzyła się okazja wyjazdu do Węglówki, miałam bardzo wielki dylemat,

"Jechać czy nie jechać" zwłaszcza że nikogo tam nie znam , i w czasie wyjazdu miałam 18 kolegi, i stwierdziłam że nie może mnie na niej zabraknąć. Ale z drugiej strony ciągnie mnie by pojechać tam. Myślę sobie, to Bóg stawia ten wyjazd na mojej drodze i On chce bym tam pojechała, więc zdecydowałam się...Na początku czułam się dziwnie, ludzie których nigdy nie widziałam, okolica w której nigdy nie byłam , i ja sama. I co tu robić?

Wyjazd trwał 4 dni, dla mnie minął jak chwila, cudowna chwila. Poznałam wspaniałych ludzi. Ich wiara była tak ogromna, głęboka , mocna. Aż chciało się słuchać gdy niektórzy mówili o Bogu, o Duchu Św. o jego działaniu.

Kazania księdza Piotra, piękne słowa które nam przekazywał. Codzienna wspólna modlitwa, wspólne rozmowy, wspólne przygotowania posiłków, wspólne sprzątanie. Tak mało a zarazem tak wiele! Naprawdę zaufałam Bogu, oddaje mu swoje życie w jego ręce, chce by to on nim pokierował. Chce podążać jego ścieżką, chodź miała by być ciężka to wiem że tak ma być bo On tego chce! Teraz wiem że w każdej złej rzeczy jaka się nam przytrafia kryje się coś dobrego , może nie zauważalnego

od razu, ale z czasem tak. To wszystko mnie wzmocniło, dało mi większą siłę, takiego powera;) dało nadzieje na lepsze jutro. Te wszystkie przeszkody na drodze mojego życia doprowadziły mnie właśnie

do Węglówki... Jest przy mnie Pan Bóg , co złego może mi się stać? Daje mu siebie i moje życie na własność ! Jest moim światłem do którego dążę i będę dążyć, stając się

lepszym człowiekiem, na jego podobieństwo! Jak każdy z nas chce by wziął mnie w ramiona i nie puszczał! Zaufajmy i oddajmy mu nasze życie! Nie żałuję że tu przyjechałam (chodź nie było tam zasięgu ;D) wręcz przeciwnie, żałuje że wróciłam!

W słowach nie zdołam ująć tego co tam przeżyłam! Po powrocie wszyscy się mnie pytają : "Co ten ksiądz z Tobą zrobił?"

Co się z Tobą dzieje?" ,"Zrobili Ci pranie mózgu?" ;D  Odpowiadam -Nie, w końcu przejrzałam na oczy!

 

Już nie jestem "obrażona" na Pana Boga i tym którzy się na niego gniewają,

polecam tego TYPIKU wyjazdy;)

 

 

"POWIERZ PANU SWOJĄ DROGĘ I ZAUFAJ MU: ON SAM BĘDZIE DZIAŁAŁ." -Psalm 37,5

 

 

Pierwsza sprawa, o której wspomne, to nie za bardzo chciało mi się organizować jakikolwiek „wypad” z młodzieżą we ferie. Po pierwsze spowodowane to było strachem, że nie znajda się chętni, a po drugie zwyczajnie lenistwem – dłuższy osobisty wypoczynek i brak kłopotów, załatwień, stresów… Jednak Boża myśl we mnie zwyciężyła… mam grupę luźno związanych ze sobą ludzi, przyda im się tak wyprawa, pod każdym względem. Na początku entuzjazm duży, nawet pogalopowałem z pytanie do miejscowego ks. Proboszcza ile ludzi może przyjąć dom rekolekcyjny? (40) Wiedziałem, że tyle nie będzie, ale 20, to na pewno! Rzeczywistość była jednak brutalna. Stali bywalcy piątkowych spotkań RSM-u okazali się w większości przeszkodzeni… jeszcze bardziej po tym chciało mi się jechać… Na szczęście podczas wizyty duszpasterskiej udało się kogoś „zgarnąć”, tuż przed wyjazdem jeszcze dwóch lektorów dołączyło i grupa prezentowała się przyzwoicie ;), łącznie wszystkich 16 osób.

Mówiąc już dalej w wielkim skrócie w Węglówce wydarzyło się „coś” o czym zawsze marzyłem myśląc o pracy duszpasterskiej z młodzieżą: wielka otwartość uczestników rekolekcji, serdeczność, wspólna praca, modlitwa, wędrówki, narty. Wspaniała atmosfera, a to wszystko w klimacie ewangelii. Na długo zostanie mi w pamięci „wieczór Słowa Bożego”, gdzie każdy czytał ulubiony fragment Pisma Świętego, a potem opowiadał dlaczego właśnie ten. To było coś niesamowitego jak Bóg w sposób wręcz dotykalny mówił przez swoje Słowo. I jeszcze jeden wyjątkowy wieczór, kiedy mieliśmy Mszę św., adoracje i modlitwę wstawienniczą w kościele parafialnym. Zupełnie niespodziewanie dołączyła do nas młodzież z Węglówki i tym samym też stali się uczestnikami naszych rekolekcji! Na zakończenie krakowsko - węglowskiego spotkania obejrzeliśmy jeszcze film z ewangelizacji nadmorskiej z 2010 r. W kościele było ok. 40 osób i potem jeszcze świadectwa „naszych”, doświadczenie żywego Jezusa podczas ewangelizacji. Brak słów… Dzięki Bogu!

Po powrocie doświadczyłem uczucia, o którym mówił mi kiedyś przyjaciel-ksiądz, kiedy wrócił z rekolekcji. Powiedział mi, że po głoszeniu Jezusa, jest taki stan, że „wszystko się chce”, po rekolekcjach w Węglówce potwierdzam;)!

Chwała Panu!

 

WĘGLÓWKA  09.02-12.02.2011

ŚRODA 09.02

 

O godzinie 8:00 była zbiórka pod kościołem przy ul. Saskiej 2, gdzie zgromadzili się i zapoznali wszyscy uczestnicy rekolekcji. Podczas zbiórki został zebrany sprzęt narciarski uczestników przez pana Paszko. Następnie wszyscy udaliśmy się na przystanek 185 w stronę dworca głównego, skąd wyruszyliśmy busem w wyśmienicie zapowiadającą się podróż. Po przyjeździe do Węglówki mieliśmy czas  na rozpakowanie rzeczy. Męska część grupy poszła na rozpoznanie (czyli do sklepu), skąd mieli informacje do której jest on otwarty, oraz co się w nim znajduje. Kupili również chleb, który spożyli późną, wieczorową porą, aby uściślić więzy. Po powrocie ze sklepu był obiad, który przygotowały Wiota, Fita i Natalka (kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ryżem był wyśmienity). Po posiłku był czas wolny aż do godziny 17:00. Na Msze Świętą poszliśmy do kościoła parafialnego księży sercanów w Węglówce.  Po Eucharystii father Piter poprosił abyśmy zostali, gdyż chciał wprowadzić nas w tok rekolekcji, oraz omówić pierwszy fragment Pisma Świętego. Później mieliśmy trochę czasu na integrację, a następnie przyszła pora na kolację, którą również przygotowała grupa Wioty. Po wieczerzy były zabawy, które miały na celu zapoznanie się całej grupy. Graliśmy w „mafię”. Gra była zacięta, aczkolwiek na początku mało ekscytująca lecz rozkręciła się po kilku turach. Grę zakończyliśmy po godz.22, więc zeszliśmy do „chałupy” czyli pokoju przeznaczonego na osobiste spotkanie z Bogiem, aby podziękować za cały dzień. Po modlitwie część grupy poszła spać, natomiast jeden pokój jeszcze się integrował.  

CZWARTEK 10.02

O godzinie 5:00, z wyżej wspomnianego pokoju dochodziły dźwięki podobne do pobudki, lecz chłopcy pojawili się dopiero o godz.8.00 na jutrzni, którą poprowadził ks. Piotr. Powiedział też krótkie kazanie (tak było każdego dnia, aby zaznaczyć w jakim temacie będziemy się poruszać przez cały dzień). Następnym punktem dnia było przygotowanie śniadania przez grupę Wioty. Po pysznym i pokrzepiającym posiłku szybko musieliśmy iść się ubrać, gdyż wychodziliśmy do Obserwatorium Astronomicznego im. Tadeusza Banachiewicza. W domu rekolekcyjnym został tylko Piotrek z przyczyn zdrowotnych, oraz w celu przyjęcia animatorki Eweliny, która dojechała do nas około godziny 13:00. Cała reszta grupy w trudach zimy, oraz średniej trudności (tu zdania były podzielone …Fita ledwo doszła;) podejścia odmawiała Drogę Krzyżową którą prowadził father Piter. Śpiew poprowadziła Wiota (poświęciła się dla grupy, gdyż w mrozie grała na gitarze niemalże przez całą Drogę Krzyżową). Po wejściu na szczyt mieliśmy chwilkę czasu na gorącą herbatę, przygotowaną przez przezornych. Następnie oglądaliśmy fascynujący film o historii Obserwatorium, po którym nastąpiła symulacja nieba nocnego. Później przewodnik pokazał nam słońce przez jeden z teleskopów, oraz wybuchy które można było zaobserwować jako „te takie wypusty na słońcu”. Następnie wprowadzono nas do Małej Kopuły, która w istocie była tak mała, że mieściły się w niej trzy osoby. Potem był czas na Dużą Kopułę w której zmieścili się wszyscy, i pan przewodnik otworzył dach i pokręcił tym oto dachem w koło, abyśmy „stracili orientację” tzn. „co się kręci; dach, czy podłoga?”. Po tym pokazie ładnie podziękowaliśmy panu przewodnikowi, oraz udaliśmy się w drogę powrotną. Gdy już doszliśmy czekała nas miła niespodzianka, mianowicie Ewelina (która dojechała) razem z Piotrkiem zrobili pyszne ciasto. Następnie był obiad (krokiety) w który zaopatrzyła nas mama Natalki. Do krokietów był barszcz który stworzył ks. Piotr, ze starej, rodzinnej receptury. Następnie był czas wolny, bardzo potrzebny, gdyż po intensywnej wędrówce należało odpocząć przed Eucharystią. 

O godz.17.30 przyszedł czas na próbę śpiewu do Mszy. Eucharystia rozpoczęła się o godz.18.00. Przepełniona była śpiewem, uczestnicy byli bardzo zaangażowani, a ks. Piotr wygłosił kazanie, które nasz wszystkich dogłębnie poruszyło.

Po mszy wróciliśmy do bardziej przyziemnych spraw takich jak kolacja, która jak zwykle była bardzo pożywna i podczas której na stołówce panowała bardzo przyjemna atmosfera.

Po kolacji mieliśmy chwilkę czasu dla siebie, a później w „chałupie” odbył się wieczorek biblijny. Polegał on na tym, że każdy miał przeczytać swój ulubiony fragment z Pisma Świętego i powiedzieć dlaczego właśnie go wybrał. Niektóre cytaty z Biblii wiązały się z bardzo ciekawymi historiami. Wszyscy słuchaliśmy ich z ogromnym zaciekawieniem. Wieczorek biblijny przedłużył się nam trochę, tak więc od razu po nim poszliśmy się myć. W nocy podzieliliśmy się na 2 grupy – tych, którzy spali i tych, którzy jeszcze dobrą chwilę się integrowali, ale końcu i tak wszystkie grzeczne dzieci poszły spać. 

PIĄTEK 11.02

 

Poranna pobudka nie należała do najprzyjemniejszych czynności tego dnia, zwłaszcza, że niektórzy mieli za sobą bardzo krótką noc. Dzień rozpoczęliśmy od odmówienia jutrzni, po której było śniadanie. Po śniadaniu część z naszej grupy pojechała na narty (na Śnieżnicę). Pogoda wyjątkowo nam się nie udała. Wiał zimny wiatr i bardzo padało a w dodatku góra okazała się dość stroma (ku zdziwieniu większości naszej grupy). Zawsze są jakieś plusy, tym razem była mała ilość ludzi na stoku. Pogoda nie zepsuła nam jednak zimowego szaleństwa. Wszyscy świetnie się bawiliśmy. Po nartach trzeba było wrócić do Węglówki.

Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu w domu rekolekcyjnym odwiedził na ks. Artur Wójcikowski. Dzięki niemu podczas obiadu odbyła się nieplanowana „konferencja” na bardzo różne tematy. Była ona ciekawa i wciągająca. Każdy z nas się w nią zaangażował (w większym, bądź mniejszym stopniu, ale jednak).

Potem mieliśmy trochę czasu na odpoczynek. Po chwili wolnego (jak dzień wcześniej) była próba śpiewu, a potem Eucharystia. Kazanie fathera Pitera (które nagrała Wiota) trafiło wszystkim do serca. Po Mszy była adoracja Najświętszego Sakramentu podczas której (nie chwaląc się) bardzo ładnie śpiewaliśmy. Po adoracji nastąpił czas na modlitwę wstawienniczą. Dla wielu osób była to pierwsza taka modlitwa w życiu. Cała nasza grupa bardzo mocno ją przeżyła. Podczas Mszy, adoracji i modlitwy wstawienniczej modliła się z nami młodzież z Węglówki.

Po tych wszystkich podniosłych przeżyciach duchowych poszliśmy na kolację, podczas której okazało się, że po posiłku spotkamy się z sercańską młodzieżą z Węglówki i razem będziemy oglądać film. Po kolacji udaliśmy się do kościoła i jak to było w planie oglądnęliśmy film o Ewangelizacji Nadmorskiej, która odbyła się w lecie 2010r. W naszej grupie znajdowały się cztery dziewczyny, które brały udział w tzw. „Żebraku”. Po prezentacji filmu opowiedziały o swoich doświadczeniach i przeżyciach związanych z tym wydarzeniem.

Po powrocie do domu rekolekcyjnego poszliśmy się myć i jak wieczór wcześniej niektórzy poszli spać, a niektórzy integrowali się do późnych godzin.

 

 

SOBOTA 12.02

Jak każdy dzień, tak samo i ten rozpoczął się od jutrzni, po której nastąpiło śniadanie. Pogoda nie sprzyjała długiej wyprawie na Śnieżnicę (ku naszemu wielkiemu zadowoleniu) na której mieliśmy spotkać się z chórem „Płomień”

i razem przeżyć Eucharystię. Zmieniliśmy więc nieco swoje plany i na Mszę poszliśmy do górnego kościoła do Węglówki (nota bene nie było do niego 5 minut…). Po Eucharystii była krótka adoracja Najświętszego Sakramentu podczas której na ołtarzu złożyliśmy listy z podziękowaniami za otrzymane łaski.

Gdy wróciliśmy do domu musieliśmy się spakować i przygotować posiłek. Obiad dzięki Ewelinie był na zasadzie „coś z niczego”. Nie planowaliśmy, że zostaniemy na niego w domu rekolekcyjnym, ale nam to naprawdę nie przeszkadzało. I tak bardzo nam smakował. Po obiedzie niektóre osoby, których nie będę wymieniać zaczęły śpiewać piosenki z bajek. Wszyscy pogrążyliśmy się we wspomnieniach z dzieciństwa, ale nasz moderator ewidentnie się nami załamał…

Po obiedzie trzeba było doprowadzić dom do stanu używalności. I chyba w tym przypadku nie zawaliliśmy. Możemy być z siebie dumni!

Ok. godz.15.30 pod dom rekolekcyjny podjechał autobus i trzeba było opuścić Węglówkę. Tym faktem byliśmy bardzo niepocieszeni. Podczas powrotu kilka osób zdeklarowało się, że nie ma możliwości, by zabrakło ich na następnym wyjeździe (również się pod tym podpisuję). Podróż minęła niewiarygodnie szybko i w końcu trzeba było się pożegnać. Płaczu w każdym razie nie było, bo na drugi dzień większość z nas miała spotkać się na mszy o 19.30. Żałowaliśmy jednak, że wyjazd tak szybko się skończył.

 

 

Cały RSM składa serdeczne podziękowania fatherowi Piterowi, który tak ładnie wszystko zorganizował i zaplanował i dzięki któremu te rekolekcje doszły do skutku.

Podziękowania należą się także Wiocie, dzięki której każda Msza i każde nasze spotkanie przepełnione było muzyką.

Dziękujemy również Ewelinie, która bardzo o nas dbała. Przy niej nie ma możliwości, żeby umrzeć z głodu. Stół był zawsze pełny.

W końcu podziękowania należą się wszystkim uczestnikom. Dzięki Wam podczas rekolekcji była niesamowicie ciepła i pogodna atmosfera. Mamy nadzieję, że wszyscy są zadowoleni i że szykujecie się już na następny wyjazd. Na osoby, które nie były członkami RSM-u, a którym wyjazd, grupa i atmosfera się podobały czekamy w piątek o 19.15 na plebanii.

 

 

Jan Kobiałka i Karolina Curyło :-)

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com